Czy dojrzałość emocjonalną zdobywa się z wiekiem?

Pamiętam, jakby to było dziś. Siedzieliśmy naprzeciw siebie próbując patrzeć sobie w oczy. Objął moje dłonie swoimi. Nasze ciała skierowane były w swoją stronę. Dla postronnego widza, mogło to wyglądać jak pierwsza randka, a to było nieporadne rozstanie. Nalegałam na tę rozmowę, bo potrzebowałam kilku odpowiedzi, które pomogłyby mi zakończyć tę historię.
– Nie wiem, jak możesz rozmawiać ze mną spokojnie, po tym co Ci zrobiłem. – powiedział.
Uśmiechnęłam się lekko i powiedziałam:
– Wiesz, przeżyłam już swoje.
– A ile Ty masz lat, żeby czegokolwiek doświadczyć? – odpowiedział kpiąco, a ja po raz pierwszy pomyślałam wtedy, że może faktycznie pomysł o budowaniu wspólnej przyszłości był niezbyt udaną koncepcją na dalsze życie.


Życie byłoby naprawdę dużo prostsze, gdyby ludzie dojrzewali emocjonalnie tak po prostu, z wiekiem. Gdyby istniały granice wiekowe, gwarantujące, że człowiek bierze odpowiedzialność za swoje czyny, dotrzymuje danego słowa, nie robi nic co mogłoby zranić innych, nie szuka zemsty i potrafi wybaczać itd.

Już widzę ten utopijny świat. Świat bez wojen, bez rozwodów i porzuconych dzieci, bez bezdomnych i bezrobotnych, bez przemocy, hejtu, bez polowań i futer naturalnych. Pełen miłości i życzliwości i być może wegetarian.

Brzmi absurdalnie? Oczywiście, bo bez przykrych doświadczeń i umiejętności wyciągania z nich wniosków, pewnie znaleźlibyśmy jakieś inne sposoby na osiągnięcie dojrzałości. I wątpię, aby były one całkiem bezinwazyjne dla naszej psychiki.

Nabieranie dojrzałości emocjonalnej wraz z wiekiem pozwoliłoby uporządkować świat. Związki byłyby legalne po 20 roku życia, śluby po 25, a dzieci dopiero po 30, rozwody nie istniałyby, bo każdy zawierający związek małżeński byłby świadom podjętej decyzji, alkohol byłby niepotrzebny, bo odpowiedzialni ludzie przecież nie będą dla zabawy zatruwać swojego organizmu. Nie istniałyby niedotrzymane terminy, nadmierne wymagania, niespełnione obietnice. Życie byłoby przewidywalne, nudne i być może nie dające nam takiej satysfakcji, jak obecnie.

Dlatego wciąż zadziwia mnie trzymanie się myślenia stereotypowego i wiara w to, że starszy=mądrzejszy, nie przyjmowanie argumentów i trzymania się wymyślonych schematów.

Spotkałam ostatnio mnóstwo ludzi, starszych i młodszych ode mnie, bardziej i mniej dojrzałych, ale w tych relacjach, nie dało się zauważyć zależności między wiekiem i dojrzałością. Raczej więcej zależało od doświadczeń, a życie nie doświadcza nas równo i nie wybiera wieku, w którym jesteśmy gotowi na pewne rzeczy. Nowotwór zdiagnozowany w nastoletnim życiu i walka z nim trwająca kilka lat, nieszczęśliwe miłości, rozwody i walka o to, aby dzieci jak najmniej odczuły tego konsekwencje, przemoc domowa (kierowana w stronę mężczyzny!), wypadek, który przekreśla wszystkie marzenia, załamania nerwowe spowodowane sytuacją w domu i długa terapia.

Mnie samą kształtują wszystkie wydarzenia, walka o swoje prawa z poprzednimi pracodawcami, oczekiwanie na diagnozę, zranienie przez kogoś, komu ufałam, nie tak dawne rozmowy z przyjacielem i próby subtelnego radzenia sobie z jego myślami samobójczymi, poznawane historie, książki i filmy, po które sięgam, przemyślenia, które mam i wnioski, które z nich wyciągam, utrata przyjaciół i kilku znajomych, których teraz odwiedzam na cmentarzu, poszukiwanie szczęścia nie tam, gdzie mogę je znaleźć i wiele innych mniejszych zdarzeń i decyzji, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym obecnie się znajduję.

Po drugiej stronie barykady jest on – starszy ode mnie, uważający, że największą wartością życia są pieniądze i lans. Ten, który rzuca słowa na wiatr, nie dotrzymuje obietnic i wszystko zdaje się mieć podane na tacy. W życiu nie docenił tego co ma, nie cieszy się drogimi przedmiotami i sprawia, że to raczej on im służy niż one jemu.

Takich jak on jest wielu. Zarówno kobiet i mężczyzn. Traktują z góry wszystkich, którzy ich otaczają, myślą, że cały świat należy do nich, a swoją niepewność i niskie poczucie własnej wartości maskują pozornym zadowoleniem z siebie i poczuciem, że są lepsi od innych. Zmiany w metryce nie oznaczają u nich często zmian w osobowości. Egoizm, egocentryzm, narcyzm, hedonizm, to wszystko stanowi dla nich wartość  nadrzędną.

I jeśli to ma być dojrzałość, to takiej ‚dojrzałości’ nie chcę dla siebie. Wolę mieć naiwność dziecka i wierzyć, że to, że jestem na tym świecie, wniesie coś dobrego w życie innych. I cieszę się, że to nie przemijające lata są w stanie zmienić mój charakter, a zdarzenia w moim życiu i ich interpretacja. I wiedza, że gdy osiągnę jego wiek, to automatycznie nie osiągnę takiego samego pułapu emocjonalnego na jakim jest on, jest dla mnie kojąca, a także przywraca nadzieje pokładane w młodsze pokolenie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Miło Cię widzieć. Rozgość się!

  • Pięknie napisane i faktycznie dojrzałość emocjonalna to nie kwestia wieku tylko tego co nas spotkało po drodze . Jednak tylko Ci o otwartym umyśle potrafią to docenić, wyciągać wnioski z popełnionych błędów i uczyć się na nich. Zajrzałam tutaj przez przypadek i bardzo się cieszę bo masz lekkie pióro a teksty trafiają prosto do serca i umysłu! Zazdroszczę! Pozdrawiam serdecznie