Cieszyłam się, że nie mieszkam w Sudanie

Kilka miesięcy temu świat żył sprawą 19-letniej Noury Hussein, która w obronie własnej zabiła męża gwałciciela, za co została skazana na śmierć. Pamiętam, jak podpisując petycję w jej sprawie cieszyłam się, że nie mieszkam w kraju, w którym Państwo pozwala na wtórną wiktymizację ofiar. To, że nie mieszkam w kraju, który karze ofiarę zamiast sprawcy, wydawało mi się oczywiste, do czasu, aż kilka dni temu usłyszałam o sprawie Katarzyny.

Kiedy kilka lat temu Rose McGowan i Alyssa Milano rozpoczęły akcję #metoo, tysiące kobiet na całym świecie oznaczały tym hashtagiem swoje wspomnienia z momentów, w których były molestowane. Kilka lat temu mnie również to spotkało. Ze strony osoby, którą znałam od wielu miesięcy, ze strony osoby, z którą niejednokrotnie przebywałam sam na sam. Ze strony osoby, z którą czułam się bezpiecznie. Od gwałtu uchroniło mnie nie własne działanie, a to, że napastnik w końcu się opamiętał. Spędziłam w jego towarzystwie jeszcze kilka dni. I choć było to dla niego niezrozumiałe – nie spotkaliśmy się nigdy więcej. Według niego, przecież do niczego nie doszło. Za mną tamte emocje i tamten strach ciągną się do dziś.

Jestem w stanie wyobrazić sobie uczucia, jakie towarzyszą ofierze. Wiem jaki ból, niezrozumienie i wstyd, wiąże się z tym, że ktoś Cię skrzywdził, a Ty nie potrafiłaś tego przewidzieć  i przeciwdziałać temu.

Mówienie głośno, że było się ofiarą przemocy, jest aktem niebywałej odwagi i taką właśnie odwagą wykazała się Katarzyna, mieszkanka jednej z polskich wsi, która sprawcę gwałtu może spotkać każdego dnia, wychodząc z domu. Katarzyna miała nagranie, na którym gwałciciel przyznaje się do popełnienia czynu, ale sąd skazał ją na więzienie za krzywoprzysięstwo, bo uwierzył sprawcy.

Jeszcze kilka miesięcy temu dziwiłam się aktywistkom, wierząc, że w Polsce nie jest tak źle. Nie rozumiałam tego całego przywiązywania uwagi do używania feminatywów, nie wierzyłam do końca w pojęcie szklanego sufitu, nie zauważałam tego całego gówna, z jakim musimy się mierzyć my – kobiety, w tym patriarchalnym świecie.

Ale z czasem zaczęłam zauważać więcej i trafiłam na fantastyczne osoby, które zaczęły objaśniać mi świat. I wcale nie byli to mężczyźni (i ich pieprzony mansplaining), a cudowne, wykształcone kobiety. Dodatkowo hashtag #Iamgreta stworzony przez Sylwanę, ukazał mi skalę problemu.

Dziś, po wielu miesiącach, jestem gotowa żeby zabrać głos. Żeby wprost mówić, że nie ma na to mojej zgody, że jestem feministką i mam zamiar walczyć o prawa kobiet. Jeśli tak jak ja, chcesz zmienić cokolwiek to zacznij od dwóch rzeczy, które możesz zrobić od zaraz:

  • podpisz petycję, która jest żądaniem sprawiedliwości w sprawie Katarzyny (stworzona przez cudowną Maję Staśko)
  • 13 października idź na wybory. Jeśli nie wiesz, co i jak, zajrzyj do Barbary i jej niezbędnika. Wykorzystaj swój głos, aby zmienić nasz kraj na lepsze!

Miło Cię widzieć. Rozgość się!