Jak dojść do siebie w trudnych chwilach?

Tydzień temu podczas rozmowy z Anią, wspominałam, że na moim blogu brakuje mi emocji. Brakuje mi tego, co stało u podstaw mojego blogowania.  Blog u swego rozkwitu, był dla mnie ujściem dla moich myśli i opinii. Potem chciałam podbić świat i blog stał się dla mnie miejscem budowania marki osobistej, co wcale nie było rozsądnym pomysłem. Jestem nadwrażliwa i nie potrafię chłodno kalkulować blogowania, liczyć cyferek i budować tu biznesu. To po prostu nie moja bajka. Jeszcze.


Narzekałam na brak emocji. Dlatego dostałam je w nadmiarze. Niestety kumulacja negatywnych spraw, to nie to o czym marzyłam. Ojojałam wystarczająco długo. Narzekałam Natalii i Adrianowi cały dzień. Zostałam okrzyknięta królową pisania czarnych scenariuszy. I przeżyłam najgorszy dzień w tym roku. Wystarczy prawda?

Kiedyś Ania pisała o tym, że tworzy skrypty, dzięki którym żyje jej się łatwiej i popełnia mniej błędów. Dlatego dziś postanowiłam stworzyć swój własny, który będzie mi niezbędny przy dochodzeniu do siebie. Bo utrata z dnia na dzień czegoś istotnego, zawalenie się jednego z filarów życia, który wydawał się być wyjątkowo mocny, boli. Nie zabije, ale i nie wzmocni, już nigdy nie będę na tyle silna i ufna jak byłam wczoraj. Będę potrzebowała dużo czasu, żeby znów być szczęśliwą. Jednak poniższa lista ma mi pomóc w powrocie do normalności.


Łzy

Jestem słaba. Płaczę. I podkręcam efekt smutną playlistą. Działam świadomie. Kumuluję cały ból, który chcę wypłakać w ciągu kilku pierwszych dni. Zawsze tak działam, ale tym razem, czas na dojście do siebie chcę skrócić do minimum.

Nigdy nie daję sobie jednak przyzwolenia na bycie strzępkiem nerwów i wrakiem człowieka. Muszę przeżyć moją żałobę, ale nie kosztem wszystkiego. Kiedy pojawiają się myśli, że życie nie ma sensu, że już nie chcę dalej walczyć, nie chcę tak dłużej żyć, zapala mi się czerwona lampka. Sięgam dna i to jest ten czas, w którym muszę się odbić. Playlistę „Sad” zmieniam na „Happy”, gdzie sprawdzone utwory przywrócą mnie do życia.


Ludzie

Jednych nie informuję o niczym. Swój ból przetrawiam sama, zanim stanę w ogniu pytań. Zanim oni znowu zaczną szukać winy. Znowu we mnie. Wtedy chcę być silniejsza i bardziej odporna na ból. Choć ta odporność będzie powodowana raczej tym, że moja dusza będzie obita i obolała z każdej strony i żaden nowy cios nie będzie już w stanie pogorszyć mojego stanu.

Są też inni, którym piszę „Nie chcę być teraz sama” i zjawiają się przy mnie jak najszybciej z paczką chusteczek i małą książeczką w kolorach moro. „Polsko-angielski modlitewnik żołnierza” głosi napis na okładce. Ci ludzie nie owijają w bawełnę, nie dają rad, których nie chcę, zadają trafne pytania i są. Po prostu są przy mnie.


Sprzątanie

Nie toleruję podejścia ‚klin klinem’. To nie działa. Jednak nie warto bez przerwy rozpamiętywać ‚co by było gdyby…’. Gdyby nie istnieją. Dlatego muszę odciąć się od tworzenia scenariuszy, które się nie sprawdzą. Pucuję okna i skupiam się, żeby nie być plackiem na chodniku kilka pięter niżej, zdejmuję firanki i staram się nie patrzeć w dół, zdejmuję pościel i martwię się na zapas, że będzie trzeba ja założyć z powrotem. Oczyszczona przestrzeń, oczyszczony umysł. Zajmuje godziny i pomaga. Odrobinę.


Skupienie się na sobie

No cholera. Dawno nie dbałam o siebie. Nie zapomniałam o marzeniach, ale nie dążyłam do ich realizacji. Co się ze mną stało? Gdzie mi to wszystko umknęło i kiedy? Kiedy stałam się jedną z tych dziewczyn, które przyjmują wszystko co daje mi los. Bezkrytycznie, nie zastanawiając się w  którą stronę to wszystko zmierza. A zmierza nie tam, gdzie powinno. Plan naprawczy do opracowania i wdrożenia!


Wybaczam

Przede wszystkim sobie. Staram się nie szukać winy, ani w sobie, ani w innych. Życie jest zmienne i trudny czas doskonale to uświadamia. Mamy czas zwolnić i pomyśleć. To ciężki czas, ale też piękny. Prowadzi do fajnych wniosków.

Nie pielęgnuję urazy. Dzięki temu potrafiłam przebudować dawny związek w trwałą przyjaźń i dzięki temu, miałam dzisiaj komu płakać w rękaw. No dobra, założył krótki, a w logo Juventusu, nie dałby mi smarkać. Ale poprawił mi humor i sprawił, że patrzę jaśniej  na przyszłość. Dzięki!


Wczoraj beznadziejnie, dziś czuję się pełna nadziei.

Jutro będę miała piękny porządek w mieszkaniu, a za kilka miesięcy – w życiu. Dziękuję!

 

Miło Cię widzieć. Rozgość się!