Od czego zacząć naukę gotowania?

Kiedy wchodzę do kuchni zrobić coś więcej niż herbata, zazwyczaj kończy się to katastrofą. No dobra, szczerze mówiąc, także robiąc herbatę udało mi się spalić 2 czajniki i 3 ścierki kuchenne w ciągu 1,5 miesiąca. Proszę, nie pytaj jak to zrobiłam…

W kuchni brak mi cierpliwości, ale mimo wszystko bywa, że chętnie pomagam bliskim w gotowaniu prostych potraw. Chciałabym w końcu zrobić dla siebie obiad nie korzystając z torebek instant, czy słoików. Nie jestem wariatką i nie wymagam od siebie obiadu z trzech dań z deserem. Wystarczy prosty, sycący posiłek. W tym roku udało mi się kilka razy się najeść tym co zrobiłam, a kuchnia nadal jest w stanie prawie nienaruszonym. Od czego więc zaczynałam swoją naukę gotowania?


 Koktajle

Lato to czas, kiedy często robię koktajle i soki. Co istotne, te pierwsze można robić bez posiadania specjalistycznego sprzętu, zgniatając owoce przy użyciu sztućców. Dziś jestem szczęśliwą posiadaczką wielofunkcyjnego urządzenia, dzięki któremu mogę czarować pożywne smoothie. Poza tym spożywając taki przepyszny koktajl skomponowany przez siebie czuję się jak szef kuchni.


 Sałatki

Sałatki to kolejny obszar moich kulinarnych podbojów. Jest naprawdę całe mnóstwo przepisów jakie możesz wypróbować. Moje pierwsze sałatki, to były najprostsze trzyskładnikowce: por+makaron+ananas lub szynka+jajko+kukurydza. Stałam się niemal mistrzem w doprawianiu sałatek majonezem, solą i pieprzem. Z czasem zaczęłam próbować nowych przepisów i nie zawsze smaki mi odpowiadały, ale zazwyczaj moje sałatki znajdowały swoich amatorów, więc chyba nie jest najgorzej.


 Zupy

Uwielbiam zupę kalafiorową i to właśnie tę zupę wybrałam na swój pierwszy kulinarny raz, licząc się z tym, że już nigdy więcej nie będę mogła spojrzeć na kalafiory, bo skutecznie je sobie obrzydzę. Ale gdyby nie kilka potknięć takich jak zorientowanie się w ostatniej chwili, że pietruszka i koperek uschły oraz kompletny zanik pamięci, kiedy miałam posolić zupę – byłoby idealnie. Zupę z powodzeniem dało się doprawić w trakcie jedzenia, a brak zieleninki, nie przeszkadzał tak bardzo jak przypuszczałam.


No dobra, nadal nie jestem szefem kuchni, bo urodziłam się tylko w czepku, a nie w czapce kucharskiej na głowie. Nic nie szkodzi, bo trzy pierwsze stopnie wtajemniczenia kulinarnego już za mną. W tym roku udało mi się nawet zrobić pierwszego schabowego.

W każdym razie nie musisz się już martwić, jeśli zaproszę Cię na obiad. Jakoś uda mi się Cię nakarmić. W najgorszym  przypadku chwycę za telefon i wezwę posiłki…

A Ty umiesz gotować? Urodziłeś się z tą umiejętnością, czy jak ja wspinasz się po szczebelku?

Zapisz

Zapisz

Miło Cię widzieć. Rozgość się!