Podsumowanie 2017

Wydarzenia ostatnich dni skłoniły mnie do podsumowania mijającego roku. Ostatnie 365 dni były dla mnie ciężkie, moje życie znacząco się zmieniło, ale to najpełniejszy i najbardziej świadomy rok mojego życia, z którego jestem zadowolona. Jak to możliwe, że rok pełen przewrotów, mogę nazwać najlepszym rokiem mojego życia?

Moje wejście w nowy rok nie było udane i nie zapowiadało niczego dobrego, a pierwsze miesiące 2017 roku były nijakie. Jedyne co pamiętam z tamtego okresu to to, że wiele rzeczy mnie uwierało, że potrzebowałam zmian, że szukałam czegoś, co mogłoby odmienić moje życie.

Dużo czasu zajmowała mi praca, w której atmosfera stawała się nie do zniesienia. Niewiele osób wie, że zdarzało mi się wracać do domu z płaczem i deklaracją, że nigdy więcej tam nie wrócę. Wtedy też dostałam propozycję lepiej płatnej pracy w cudownym miejscu, jednak praca zajmowałaby mi całe dnie od poniedziałku do piątku. Wiedziałam, że nie tego chcę. Nie chciałam, żeby moje życie, w którymkolwiek momencie opierało się wyłącznie na pracy i pieniądzach.

Na początku maja dostałam maila z informacją, że zostaję przyjęta od września do nowego miejsca. Bardzo się ucieszyłam, że czekają mnie ostatnie 4 miesiące pracy w starym miejscu, o jakże się myliłam… 17 maja spadłam ze schodów w pracy i był to moment przełomowy…

Pamiętam jak dziś jak siedziałam w pracy jeszcze 4 godziny, pamiętam moją spuchniętą nogę i okłady, pamiętam telefon do Adriana z pytaniem gdzie mnie przyjmą wieczorem i ochrzan, jaki od niego dostałam, pamiętam reakcję pracodawcy na moje zwolnienie i nalegania, żebym przyszła do pracy mimo zwolnienia. Pamiętam też mój żal, rozczarowanie i pierwszy kontakt z Inspekcją Pracy. To wszystko było początkiem przewrotu w moim życiu.

Trzy i pół miesiąca na zwolnieniu lekarskim, relaks, godziny leżąc w łóżku, potem na huśtawce i czytanie książek. Przypadek, dzięki któremu go poznałam. Faceta, który nie odpowiadał moim wyobrażeniom, a który umiał uśpić moją czujność, że weszłam w to całą sobą, mimo że nie chciałam i nadal nie byłam na to gotowa. Wtedy też, tak naprawdę po raz pierwszy poznałam człowieka, który potrafił kłamać prosto w oczy, wyłącznie dla osiągnięcia własnych korzyści. Przysięgam, miałam w życiu wiele nieudanych relacji, ale nigdy nie spotkałam takiego egoisty i człowieka karmiącego się krzywdą innych, jak wtedy. W tamtym okresie powstało wiele istotnych dla mnie tekstów, m.in. ten o zaufaniu, czy mój list do M.

Okres wakacyjny był dla mnie naprawdę ciężki i rozstanie z M. było kolejnym przełomem. Skupiłam się na sobie i zdobyłam ogromną wiedzę, dotyczącą tego, czego pragnę w życiu. Nie kochałam go, ale bardzo zabolało mnie to, że ktoś, kogo uważałam za bliską mi osobę potraktował mnie w tak podły sposób.

W tamtym okresie dowiedziałam się też, jaką siłę mają oszczędności. Z pewnych powodów ZUS uznał, że wypadek w pracy wg nich wcale nie był wypadkiem w pracy, moje zarobki uszczupliły się o 20%, a w pewnym momencie przez miesiąc byłam bez wpływów – pracodawca już nie płacił, a ZUS jeszcze nie uznał, że potrzebuję pieniędzy na codzienne wydatki… Dzięki temu, że miałam odłożone pieniądze na realizację marzeń, mogłam przetrwać tamten czas, spokojnie wpłacić kaucję i zmienić mieszkanie…

Wrzesień, nowa praca, nowe mieszkanie, ponowne życie singielki i odkrywanie siebie. Odnowienie kontaktów i rozmowy, które skłaniały do próbowania nowych rzeczy. Walka o możliwość ukończenia awansu zawodowego, odnajdowanie się w nowym miejscu i wiara, że będzie już tylko lepiej.

W tym roku przekonałam się o słuszności słów: uważaj czego pragniesz, bo może się to spełnić… Myślałam o dodatkowej pracy i dostałam taką możliwość na bardzo dobrych warunkach z najmniej oczekiwanej strony – moja koleżanka z pracy zaszła w ciążę, a ja dostałam możliwość pracowania z nadgodzinami, było ciężko, ale przetrwałam.

Krótka znajomość z facetem, z którym spędzałam czas na spacerach i rozmowach, przy którym czułam się dobrze, który był totalnie w moim typie, jednak intuicyjnie wiedziałam, że nie jest to facet, z którym chcę się wiązać. Odkryłam wtedy w sobie siłę i wiarę, że wiem czego chcę i nie muszę wchodzić w relacje, które mi nie odpowiadają.

Listopad to ukończenie awansu zawodowego i coraz częstsza refleksja dotycząca przemijania. Śmierć mojego dziadka, w którą do tej pory do końca nie wierzę, a także coraz mniej odległy termin badań i myśli, czy ten guz na mózgu jest czy jednak go nie będzie. Mnóstwo pracy i osoba, która mimo ogromnej odległości, w pewien sposób pomagała mi odetchnąć w codzienności.

Grudzień – badania, które wyszły bardzo dobrze, zwieńczenie kilkutygodniowej pracy z dziećmi – udanym przedstawieniem, cudowny weekend, który uświadamia, że w końcu jesteś w tym punkcie życia, w którym chcesz być.

I fakt, ten rok był straszny. Zmiana pracy, przeprowadzka, śmierć bliskiej osoby i strach o własne zdrowie, przekreślone marzenia, załamanie i wizyty u psychologów, ogromny zawód, problemy finansowe. Ale rok kończy się dobrze. Lubię miejsce, w którym mieszkam, pracę, którą wykonuję, osoby, z którymi przebywam i plany, które snuję na przyszły rok.

Rok 2017 był okropny, ale był najlepszym rokiem w moim życiu. Pozwolił mi poznać siebie, swoje potrzeby i docenić to co mam, bo życie mam tylko jedno. Szczęśliwego Nowego Roku!

Miło Cię widzieć. Rozgość się!