Przepis na piękno

Wczoraj. Spotkanie biznesowe. Siedzimy przy stoliku przy wiadrach kawy, on pokazuje mi projekt i mówi jaka będzie moja w tym rola.  Kończy.

– Wchodzisz w to? – pyta.

– Spróbujmy. – odpowiadam.

– Chcesz coś dodać? Masz jakieś pomysły?

Hmm… W mojej głowie pojawia się mnóstwo idei i pytań. Gdzie powinniśmy kłaść nacisk? Na marketing na Ukrainę i Białoruś czy Polskę, a może na przejścia graniczne? Czy wszystkie rozwiązania, które proponuje faktycznie się sprawdzą i czy konwersja będzie zadowalająca? Czy wybrany CRM jest naprawdę optymalnym rozwiązaniem? Czy powinnam zaproponować również korektę tekstów, czy będzie to niegrzeczne w stosunku do obcokrajowca?

– Zastanowię się i dam znać. – Milknę.

– Jesteś piękną dziewczyną. – odpowiada zaskakując mnie ogromnie.

– Dziękuję – odpowiadam bez cienia wdzięczności. Uważałam jego zachowanie za niestosowne, a słowa za czysto grzecznościowe. Tego samego słowa użyłam godzinę później, słysząc te same słowa z ust innego mężczyzny.

Nauczyłam się komplementy kwitować krótkim „Dziękuję”, ale nigdy nie nauczyłam się ich doceniać. Nie nauczyłam się dopuszczać myśli, że ktoś może naprawdę myśleć, że jestem piękna, mądra, a moje codzienne, może nieco infantylne zachowania to nie brak dojrzałości, a radość z życia. Nie wierzyłam, że inni mogą mnie odbierać jako zdolną, ambitną, inteligentną, przecież sama czasem zastanawiałam się czy nie brakuje mi tych rzeczy…

Ostatnio w moim życiu dzieje się wiele. Tak wiele, że sama nie ogarniam, w którym momencie jest super, a w którym czuję się tak słabo, że zawinęłabym się w koc i stałabym się depresyjnym naleśnikiem. Nie tak dawno słyszałam, że moje poczucie własnej wartości jest poniżej przeciętnej. I faktycznie czasem czuję się fatalnie i powinnam nad tym popracować.

Odkąd pamiętam byłam szarą myszką, nieświadomą jak duża jest moja wartość. Jednak zafascynowana rozwojem osobistym zaczęłam w końcu pracować nad sobą, swoim poczuciem wartości i pewnością siebie. Z czasem odkryłam, że coraz częściej zdarzają się chwile kiedy czuję się piękna, kiedy staję przed lustrem i mówię sobie wyglądasz wspaniale, kiedy mimo wielu kompleksów całość postrzegam jako coś niesamowitego.

Stanęłam wczoraj przed lustrem i powiedziałam sobie: fajna jesteś Agnieszko, ale nie wystarczająco. I wtedy dotarło do mnie, co robię sobie każdego dnia. Czemu poddaję się presji? Czemu daję sobie wmówić, że nie jestem wystarczająca? Wystarczająco dobra, wystarczająco umięśniona, wystarczająco wysoka… Dla kogo? Dla tego, który nie potrafił docenić moich starań?

Kiedyś przystanęłam i miałam okazję zastanowić się co sprawia, że czuję się atrakcyjna. Okazało się, że moje zewnętrzne piękno, opiera się na tym co wewnątrz. Niby oczywiste, a jednak mnie zaskoczyło! Ile jeszcze rzeczy nieistotnych chodzi mi po głowie, że nie zauważam tego co najważniejsze? Jaki jest mój przepis na piękno?


Czuję się piękna, kiedy nie porównuję się z innymi

Znasz tę sytuację, kiedy zrobisz się na bóstwo, czujesz się jak milion dolarów i w pewnym momencie całe poczucie piękna znika jak bańka mydlana, kiedy pojawia się ona? Ona jest piękna, najpewniej idealna, bo ma wszystko to, czego nie masz Ty. Nie możesz się z nią równać, nie masz nawet szans. Ale przecież ktoś kiedyś mądrze powiedział: Porównując się z innymi, możesz stać się zgorzkniały lub próżny. Zawsze bowiem znajdziesz lepszych lub gorszych od siebie. Dlatego staram się nie porównywać, jestem unikalna, staram się być najlepszą wersją siebie i czuć się dobrze.


Czuję się piękna, kiedy akceptuję wszystko co mam

Akceptacja każdej, nawet największej wady pomaga mi z nimi żyć. Nie znaczy to, że będę eksponować obfite uda, ale ten problem nie spędza mi już snu z powiek. Wbrew pozorom, akceptacja jest niezwykle ważna, daje nam szczególną pewność siebie i wiarę, dzięki której możemy góry przenosić. Jednocześnie staram się nigdy nie mylić akceptacji z rezygnacją. Akceptuję to co mam, moment, w którym obecnie się znajduję, ale to nie znaczy, że rezygnuję ze zmian, jeśli uważam coś za dalekie od doskonałości.


Czuję się piękna, kiedy się zmieniam

To, że czuję się ze sobą dobrze, że czuję się piękna nie oznacza, że nie mam wad. To, że akceptuję wady, nie oznacza, że nie chcę ich zmienić. Bo przecież niektóre rzeczy naprawdę możemy zmienić – jasne rzęsy można przyciemnić tuszem bądź henną, małe usta optycznie powiększyć, a kilka nadprogramowych kilogramów pozbyć się ciężką pracą. Kiedy pracuję nad sobą moje kompleksy znikają. Co ciekawe – nie wtedy, gdy zauważam zmiany, a już wtedy kiedy zaczynam pracę nad sobą. Dlaczego? Dlatego, że wierzę, że za moment pozbędę się problemu, więc czemu miałabym się tym martwić?

Podobny mechanizm zauważyłam kiedyś u koleżanki, która zdecydowała się na powiększenie piersi. Już przed operacją niewielki biust przestał stanowić dla niej problem. Eksponowała go mawiając: jak ja się cieszę, że niedługo będzie wyglądał tak jak chcę…


Czuję się piękna, kiedy się doceniam

Tak trudno nam określać swoje zalety, nie tylko z tego względu, że możemy publicznie być odebrani jako osoby narcystyczne. Często nie jesteśmy świadomi swoich zalet, a lista wad w naszych głowach wciąż rośnie. Ja np. muszę domalowywać brwi, bo inaczej ich nie mam, mam chyba opadające powieki, jasne, rzadkie, a do tego całkiem proste rzęsy, a na dokładkę – noszę okulary. Ale wiecie co? Mam ładne oczy, mają piwny kolor, czasami z domieszką zielonego. Cholernie je lubię!

Warto się docenić. Stanąć przed lustrem i spędzić ze sobą i swoim odbiciem pół godziny. Rób miny, uśmiechaj się, poznaj każdy fragment Twojego ciała, zauważ to, czego nie zauważyłaś wcześniej. Może i masz oponkę, ale Twój obfity biust i krągłe biodra upodabniają Cię do Beyonce, która – jak wiadomo – jest uważana za megaseksowną kobietę.


Czuję się piękna, kiedy zaglądam w głąb siebie

Piękno to nie tylko to co na zewnątrz. Czasem warto zajrzeć do środka siebie, do źródła wszelkiego piękna – serca. Pielęgnując miłość do siebie nie tylko uczymy się kochać innych, ale także pokazujemy innym, że jesteśmy warte tego, aby zainwestować w nas wielkie pokłady miłości.


Czuję się piękna, kiedy czuję się szczęśliwa

Szczęśliwa kobieta promienieje. I ja też tak mam. Nie ukrywam, że kiedy stanie się coś naprawdę niesamowitego, coś co czyni mnie szczęśliwą, coś co sprawia, że w oczach mam łzy radości – nie obchodzi mnie nic poza tym. Czuję się piękna i nie przejmuję się tym, że jedna łza może zniszczyć cały staranny makijaż. Wtedy jest to nieważne…

Zapisz

Miło Cię widzieć. Rozgość się!