Wspomnienia

Pożegnania są okropne. Zwłaszcza, gdy słowa „do zobaczenia” zastępujesz krótkim: „żegnaj”, które tak naprawdę w większości pożegnań zawiera w sobie milion niewypowiedzianych myśli.

Wspominam ten ciepły letni dzień, nie tak dawno temu. Mimo ściśniętego gardła, wypowiedziałam słowa pożegnania, odwróciłam się na pięcie i nie oglądałam się za siebie. Tak było łatwiej i trudniej zarazem. To było nieuniknione, przecież każde z nas ma swój świat i swoje sprawy, które dziwnym trafem dzieją się w dwóch różnych punktach na mapie świata.

– Przyjedź – mówił.

– Nie przyjadę – odpowiedziałam cicho.

W sierpniu 2015 roku, nasze drogi się przecięły. Dzięki temu zauważyliśmy nowe perspektywy i zobaczyliśmy jak bardzo się różnimy. Ja poznałam inną kulturę i zauważyłam jak bezsensowne są gierki damsko-męskie. On poznał smak polskiej wódki i pokochał krówki-ciągutki. Nie było fajerwerków, nie było wielkiej miłości, ale była radość poznawania. Nie nazwałabym też tego przyjaźnią. Po prostu spotkanie dwóch pokrewnych dusz, które paradoksalnie łączy niewiele.

W sierpniu tamtego roku, nasze drogi się rozeszły. Pamiętam moje ściśnięte gardło, spływające łzy po policzkach i ta świadomość, że pewien etap się kończy. Czułam jakbym traciła coś cennego, coś co mija bezpowrotnie.

Dziś te kilka dni nie ma większego znaczenia w moim życiu. Został mi tylko akrostych, wspomnienie czerwonej kraciastej koszuli i trampek, które straciły już swoją biel oraz dwa niewyraźne zdjęcia, na których sami siebie nie poznajemy.

Dziś, kiedy w środku nocy, dopadła mnie chwila refleksji, zastanawiam się jak szybko zapomniałam o wszystkim co się wydarzyło.

Zbyt szybko.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Miło Cię widzieć. Rozgość się!

  • (komentarz usunięty, bo miał być pod innym postem 😉 )