Zakończmy to!

Lubię kończyć zadania. Zgodnie z zasadą efektu Zeigarnik, zakończenie pewnych spraw oznacza dla mnie uporządkowaną głowę i spokój. Dotyczy to również relacji.

Podczas wakacyjnej rozmowy z psychologiem dotarłam jeszcze do jednej prawdy. Zawsze w relacjach walczę, ale tylko w momencie, kiedy czuję, że drugiej stronie nadal zależy. Jeśli jednak przestaję mieć to uczucie – uciekam bezpowrotnie i niestety nie uważam, aby to było godne podziwu czy pozazdroszczenia.

Najwięcej podróży odbyłam w 2015 roku, tuż po zakończeniu najważniejszego związku w moim życiu. Oddawałam się pracy, a w weekendy ruszałam w nieznane, wierząc, że ucieknę przed własnymi myślami, przed bólem, przed samą sobą…

Każda kolejna relacja była trudna, w każdą trudno było włożyć mi serce, każdą z łatwością kończyłam, a przy tym potrzebowałam punktu końcowego. Punktu, w którym w mojej głowie wyświetli się napis „The End”. Nie potrafiłam trwać w zawieszeniu. Myśleć, czy nagle kontakt z drugą osobą powróci, że może któreś z nas zatęskni. Po krótkim milczeniu posyłałam wiadomość z podziękowaniem za wzbogacenie mojego życia w nowe doświadczenia i krótkim pożegnaniem, decyzja stawała się wtedy nieodwołalna.

Podobnie było z moim ostatnim związkiem. Tkwiłam w tej relacji do momentu, w którym poczułam, że wcale go nie chcę, poczułam całą sobą, że czas to zakończyć, że po rozstaniu, nie będę szukać z nim kontaktu. I w momencie rozstania, w momencie, kiedy on po raz kolejny potraktował mnie przedmiotowo, wszystko odeszło. I już nigdy za nim nie zatęskniłam.

Nauczyłam się także radzić ze stratą. Mój smutek kompresowałam w dwóch dniach. Od dawna nie potrafię dłużej ubolewać nad stratą. Bałam się, że tak szybkie radzenie sobie z trudnymi emocjami, może być tylko zamiataniem uczuć pod dywan, ale na razie przeszłość nie przysłania mi szczęścia.

Wracając do porządku – lubię go. Jednak mam skłonność do kolekcjonowania rzeczy, doświadczeń i myśli. Zagracam moją przestrzeń i mój umysł. Mam również skłonności do analizowania wszystkiego, przemyśleń i szukania drugiego dnia. Sebastian podczas rozmowy śmiał się ze mnie w ten sposób:

S: – Jak zwykle za dużo myślisz…

Ja: – To powiedz mi jak przestać.

S: – Może to przemyśl?

Staram się być rozsądna. W teorii naprawdę wymiatam. Jednak w praktyce, wiedza połączona z wrażliwością i emocjonalnością traci swoją siłę i często przegrywa.

Tym bardziej lubię jasne sytuację. Lubię kiedy relacje transformują, a zmiana poziomu relacji jest przedyskutowana. Lubię kiedy relacja się kończy i kiedy obie strony mają świadomość, że już więcej nie będzie ich nic łączyć, choćby  w zakończeniu słowo „Żegnaj”, zastąpiło mniej przyjemne „Spierdalaj”. Lubię, jak jest jasność. Klarowne sytuacje, uczucia wypowiedziane wprost i ten spokój, ufność lub utrata nadziei na wspólne jutro.

Nie lubię za to oczekiwania, tkwienia w zawieszeniu i zastanawiania się czy warto. Nie lubię patrzeć jak moje przyjaciółki marnują sobie życie z facetami, kompletnie nie wartymi uwagi. Nie lubię słuchać mojego przyjaciela i po raz kolejny z niedowierzaniem pytać: „Znowu jej uwierzyłeś? Który to już raz?”, słyszeć w odpowiedzi „Ostatni” i wcale w to nie wierzyć. Nie lubię patrzeć, na tych wszystkich ludzi, trzymających furtkę bezpieczeństwa, którzy sprawiają, że staję się podejrzliwa w stosunku osób, które na to kompletnie nie zasługują.

Nie lubię patrzeć, jak fajni ludzie wybierają tkwienie w zawieszeniu w obawie, ze coś stracą, chociaż relacja zakończyła się dużo wcześniej. Dlatego chciałabym, aby dziś, w Nowym Roku, podczas nowego początku, więcej osób nauczyło się też kończyć niedokończone. I tego Wam życzę w nowym roku. Buźka!

Miło Cię widzieć. Rozgość się!