Kto żyje Twoimi marzeniami? #post15minut

Zawsze marzyłam o czymś wielkim. O błyskotliwej karierze, wielkich osiągnięciach i spokojnej emeryturze z poczuciem, że dokonałam wszystkiego czego chciałam.

Podejmowałam wiele prób. Wierzyłam, że liczne inwestycje się zwrócą, że wysiłek przyniesie sukces, a ja pokonam wszystkie przeciwności.

Nie pokonałam.

Pewnego dnia nie przestając marzyć, przestałam realizować plan.


* * *


Marzyłam o własnym czasopiśmie. Bez żadnej wiedzy i doświadczenia nawiązywałam kontakty, przy pomocy Wojtka pisałam wnioski i rejestrowałam kwartalnik w sądzie, dowiadywałam się czy potrzebny jest mi ISSN i zdobywałam umiejętności, których mi brakowało. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy, projekt upadł, a ja poddałam się. Niewiele później magazyn „Zmiana – napisz siebie od nowa” został wykreślony z rejestrów sądowych, jakby nigdy nie istniał.

* * *

Chciałam być poliglotką. Zdałam maturę z rosyjskiego, następnie z angielskiego. Zrobiłam certyfikat z włoskiego (poziom podstawowy). Wciąż było mi mało, chciałam więcej. Poszłam na filologię angielską, potem rosyjską. Jako drugi język wybrałam chiński. Uczelnia robiła mi pod górkę. Walczyłam krótko. Poddałam się.

* * *

Chciałam też być freelancerem, pracować z każdego miejsca na Ziemi. Podróżować i być panią swojego czasu.  Poświęciłam dużo pracy, aby zdobyć pierwszych klientów. I udało się! Zachłysnęłam się tym wszystkim. Wzięłam na siebie za dużo. Pracowałam na etacie, a po etacie w domu. W rezultacie, nie miałam nic poza pracą. Doszło do tego, że wychodząc z domu tłumaczyłam się klientce, że wychodzę, będę niedostępna, ale wrócę prawdopodobnie za dwie godziny. Moje zdrowie nie wytrzymało. Musiałam odpuścić.


Każde ze wspomnianych marzeń jest do spełnienia. Każde, częściowo miałam w zasięgu ręki. W każdym przypadku odpuściłam. Poddałam się.

Każde z moich marzeń ktoś spełnia. Blogerki prowadzą hobbystycznie świetne magazyny internetowe, moje koleżanki kończą filologie i kursy językowe, inni znajomi natomiast radzą sobie świetnie pracując z domu.

Inni spełniają moje marzenia. A ja?

Czuję, że stoję w miejscu. Chcę tak wiele, a paraliżuje mnie strach. Moje złe decyzje sprawiają, że czuję, że nie mogę, nie teraz, to nie ten moment. Ale nawet jeśli nie mogę wszystkiego, to zawsze mogę…

Krok dzisiaj, drugi jutro. Za rok, będę 365 kroków dalej. Dalej od miejsca, w którym jestem, ale bliżej celu, bliżej marzeń, bliżej spełnienia. Na zmianę nigdy nie jest za późno. Aż wstyd, że sama muszę sobie o tym przypominać.

Biorę sprawy w swoje ręce i idę ponownie spełniać marzenia.


* * *


Ten tekst powstał w ramach akcji #post15minut, której celem jest powrót do korzeni blogowania. Pisania pod wpływem wewnętrznych przeżyć, emocji, doświadczeń. Pisania postów w 15 minut. Akcję organizujemy wspólnie z:

Dołącz do naszej akcji i podlinkuj swój wpis w komentarzu!

Miło Cię widzieć. Rozgość się!